
W długim wywiadzie Damian Guzek, trener MKS Mazovia Mińsk Mazowiecki, opowiada o tym, co dobrze funkcjonowało w drużynie, ale też o problemach i rozmaitych bolączkach w rundzie jesiennej. O grze do końca i bramkach strzelanych w ostatnim kwadransie, jednak również o „krótkiej” jakościowo ławce rezerwowych.
—-
Redakcja: Podsumowując grę Mazovii w rundzie jesiennej, zdecydowanie chętniej będziemy wracali do jej drugiej części i serii sześciu zwycięstw. Z czego wynikała metamorfoza zespołu po wcześniej sinusoidzie wyników?
Trener Damian Guzek: Zdecydowanie. Na pewno z jednej strony zespół nie był skupiony do końca na pracy na boisku. Zawodnicy nie rozumieli sytuacji kadrowej i zmian. W tym sezonie zespół – patrząc przez pryzmat jakości i kadry – jest zdecydowanie słabszy niż w poprzednim. Na pewno też nie pomogły kontuzje i kartki. Ciągle sztab musiał szukać nowych rozwiązań i zmian personalnych po kontuzji Michała Kopczyńskiego czy czerwonej kartce Michała Janoty. Kibiców nie interesuje czy ten 13 czy 14 zawodnik w kadrze jest jakościowy… Maza ma mieć wynik tu i teraz. A my nie mieliśmy ludzi, którzy na poziomie Mazy mogliby ich zastąpić. Taka niestety jest prawda. Po stabilizacji personalnej odnośnie pierwszej „11” poszło to wszystko w dobrą stronę.
Red.: Który mecz albo poszczególne połowy wskazałbyś jak te będące wizytówką „Dumy Mińska”. Takie, które chciałbyś oglądać na wiosnę w wykonaniu swojej drużyny?
D.G.: Niestety, taktycznie żadnego nie ocenię jako bardzo dobrego. Niezłe mecze zagraliśmy z Marcovią, Ursusem czy Ożarowianką. Na pewno musimy pracować nad organizacją w defensywie czy ofensywie bardziej globalnie. Jako zespół. I to jest pierwszy wniosek po tej rundzie. Mentalnie natomiast potrafiliśmy grać do końca i w wielu spotkaniach ostatni kwadrans był decydujący.
Red.: W tak wyrównanej stawce klubów sztuką jest zwyciężanie, a nie remisowanie czy przegrywanie po „ładnych” spotkaniach. Mazovia siedem razy wygrywała różnicą jednego gola. Co sprawiało, że piłkarze potrafili przechylić szalę na swoją korzyść?
D.G.: Na pewno tak jak wspomniałem wcześniej. Determinacja i gra do końca. Do ostatniego gwizdka. Tu zrobiliśmy progres. W wielu meczach nie graliśmy ładnie dla oka. Ale wynik był na naszą korzyść. Bo byliśmy konsekwentni w defensywie jako zespół. Z gry w obronie przez pryzmat tej rundy jestem zadowolony. Oczywiście mamy dalej dużo do poprawy w skali mikro i makro, ale widać ten aspekt na pewno na plus.
Red.: W ogóle spodziewałeś się tak trudnej rundy po bardzo ciężkich rozgrywkach 2024/25? Między sezonami za dużo było zmian w kadrze?
D.G.: Czy się spodziewałem? Z pewnością liczyłem na lepszy początek. Że te pierwsze kolejki pozwolą nam się rozpędzić, mimo trudności jakie napotkaliśmy. W tym sezonie liga w mojej ocenie spłaszczyła się jakościowo. Myślę, że jest słabsza porównując do tamtego sezonu. Natomiast wyniki w tej rundzie pokazują, że nie ma łatwych spotkań.
No i rezultaty osiągane jako gospodarz są fatalne. Na własnym terenie musimy wygrywać. Trzy porażki w ośmiu spotkaniach to powód do wstydu.
Red.: Efekty letniego obozu stacjonarnego były zadowalające? Sprawdzaliście w trakcie rundy m.in. ile zawodnicy biegają i jak szybko w poszczególnych meczach.
D.G.: Obóz stacjonarny był głównie po to, żeby szybciej wdrożyć nowych zawodników. Każdy trening jest na wagę złota w tak krótkim okresie przygotowawczym. Oczywiście monitorowaliśmy parametry dzięki GPS-om. Treningi były ciężki i myślę, że to też miało wpływ na początek rundy. Po jej zakończeniu rozmawiałem z Michałem Kopczyńskim, który stwierdził, że takich treningów nie było nawet w Warcie Poznań. Więc uważam, że zespół był dobrze przygotowany. Świadczą o tym bramki zdobyte po 75 minucie.
Red.: Czerwone kartki w pierwszych połowach, kontuzje m.in. Michała Kopczyńskiego, Eryka Więdłochy, Michała Janoty już w sezonie, a wcześniej Macieja Jankowskiego i Juliana Świątka. Bez przerwy coś się „działo”, co nie ułatwiało pracy sztabowi.
D.G.: Tak, ciągle musieliśmy szukać nowych rozwiązań, rotować, modyfikować założenia względem personaliów. I tak jak już wcześniej wspomniałem: jakość i „długość” ławki w tej rundzie w mojej ocenie była niezadowalająca, patrząc przez pryzmat poprzedniego sezonu. Straciliśmy dwóch najskuteczniejszych zawodników: Patryka Zycha i Maćka Jankowskiego na praktycznie całą rundę. Pierwszym napastnikiem był Michał Podpora. Młody zawodnik, który w całym poprzednim sezonie rozegrał 840 minut. Po tej rundzie ma już 1236 minut. Oczywiście „Podpór” zrobił naprawdę duży progres i jestem z niego dumny. Ale zespół z takimi aspiracjami nie może mieć tylko jednego nominalnego napastnika. Oczywiście Kacper Skwierczyński czy Abdullahi Oyedele też mogli zagrać na tej pozycji, ale to nie dawało zespołowi tyle, ile oczekiwaliśmy.
Red.: Pewnego rodzaju uspokojenie nastąpiło po powrocie do gry Juliana Świątka?
D.G.: Zgadzam się. Julek wszedł bardzo mocno w zespół. Zdobył ważne bramki z Tygrysem w pucharze czy Legionovią w lidze. Był przebojowy i nie kalkulował. Swoją dobrą grą dawał konkret w meczach. „Święty” jak jest zdrowy to stanowi ważny punkt naszej ofensywny. Mam nadzieję, że to co złe już za nim. Patrzymy optymistycznie w przyszłość.
Red.: W listopadzie, już na koniec rundy, wrócił też Maciej Jankowski, choć raczej mało kto wierzył, że jeszcze w tym roku zobaczymy go na boisku.
D.G.: Z Maćkiem to w sumie ciekawy temat. Od początku jak rozmawialiśmy to nie było mowy o powrocie do kadry. Miał wejść powoli i systematycznie. I nawet pod koniec rundy z nim rozmawiałem, jak uważa? Czy działamy jeszcze coś czy nie ryzykujemy? Czekamy. No i później jak wszedł w jednostki w pełne obciążenie to mówię: kurczę, gość pracuje bardzo dobrze. Tak na marginesie dodam, że Maciej jest wartością dodaną jeżeli chodzi o mental i ducha szatni. Ma zadatki na dobrego psychologa… I trenera. Więc po rozmowie ze sztabem uznałem, że bierzemy Maćka na mecz z KTS Weszło. I chyba po środowym treningu zakomunikowałem mu o tym. Po chwili zastanowienia złapał mnie za ramię i powiedział: Dobrze, Trenerze jestem gotowy. Miał dużo samozaparcia i dyscypliny, żeby szybko wrócić i pomóc zespołowi.
Red.: Podejmowałeś trudne decyzje personalne, choć to normalne w sporcie drużynowym. Jak reagowali na nie piłkarze, np. kapitan Tomasz Lewandowski, który usiadł na ławkę rezerwowych? Wcześniej w podobnej sytuacji znalazł się Tomasz Wełna.
D.G.: Tak wygląda praca każdego trenera. Jeżeli dany zawodnik nie prezentuje odpowiedniego poziomu albo popełnia kluczowe w kontekście np. bramek błędy to siada na ławce. Nie mam z tym problemu. I w żaden sposób nie jest to dla mnie stresujące. Każdy pracuje na treningach, żeby wejść do pierwszego składu. Młody czy stary musi dawać Mazovii jakość.
Red.: Jakich zmian w składzie potrzebuje zimą Mazovia, by jeszcze mocniejsza przystąpić do gier rewanżowych?
D.G.: Przed wszystkim musimy przebudować i wzmocnić formację ofensywną i to jest priorytet. Musimy zredukować również kadrę liczbowo, a zwiększyć potencjał jakościowy zawodników. Na pewno kadra musi ulec mocnym zmianom w okresie zimowym.