
Skala klubu, stadion, kibice i ambicje sprawiały, że dla mnie transfer do Widzewa był zdecydowanym krokiem do przodu – mówi Tomasz Wełna, jedyny piłkarz z obecnej kadry Mazovii Mińsk Mazowiecki, który występował w RTS Widzew. W piątek 11 września o g. 13:00 Duma Mińska zagra w III lidze z rezerwami łódzkiego klubu w Ośrodku Łodzianka.
—-
Redakcja: W jakich okolicznościach na koniec okienka transferowego latem 2018 roku przeszedłeś z Olimpii Grudziądz do Widzewa Łódź?
Tomasz Wełna: Temat Widzewa pojawił się już kilka miesięcy wcześniej. Miałem wtedy również inne możliwości, między innymi z I ligi, ale później przytrafiła mi się kontuzja i część tych tematów się „pozamykała”. Pod koniec okienka Widzew wrócił z konkretną propozycją. Olimpia chciała mnie zatrzymać, długo rozmawialiśmy, lecz ostatecznie zdecydowałem się na transfer. Mało kto wie, ale Widzew zdecydował się wtedy za mnie zapłacić. To był transfer gotówkowy. Mimo że sportowo zostawałem na tym samym poziomie rozgrywkowym, skala klubu, stadion, kibice i ambicje sprawiały, że dla mnie był to zdecydowany krok do przodu.
Red.: To była II liga i Widzew, który miał już nowy stadion, a na nim po 17 tysięcy kibiców. Jak na co dzień objawiała się „Moda na Widzew” w kontekście Twojej osoby?
T.W.: To kompletnie wykraczało poza realia II ligi. Pełny stadion, ogromne zainteresowanie kibiców i mediów, właściwie wszystko wokół drużyny żyło Widzewem. Każdy mecz był wydarzeniem. Bardzo szybko można było poczuć, że będąc zawodnikiem Widzewa nie jesteś anonimowym piłkarzem. Oczywiście wiązała się z tym presja, ale mnie taka presja zawsze bardziej motywowała, niż paraliżowała. Bardzo dobrze wspominam tę atmosferę.
Red.: Szybko awansowałeś do pierwszej jedenastki, ale nie grałeś od deski do deski. Pobyt w tym klubie był spełnieniem marzeń, czy okazał się rozczarowaniem z powodu braku promocji do I ligi?
T.W.: Rozdzieliłbym te dwie rzeczy. Sam pobyt w Widzewie absolutnie nie był rozczarowaniem. To był sezon, który bardzo dużo mi dał i który do dziś dobrze wspominam. Poznałem wielki klub od środka, zobaczyłem jak wygląda presja, ogromne zainteresowanie i gra dla kilkunastu tysięcy ludzi. Sportowe zakończenie sezonu było natomiast ogromnym rozczarowaniem. Naszym celem był awans i tego nie zrealizowaliśmy. Mieliśmy wszystko, żeby go zrobić, dlatego bolało to jeszcze bardziej. Do dzisiaj mam jednak do Widzewa ogromny sentyment i bardzo się cieszę, że ten klub był częścią mojej kariery.
Red.: Zieleniecki, Kozłowski, Tanżyna… Kilku zawodników, z którymi występowałeś w Jedynce, jest obecnie w Widzewie II.
T.W.: Najlepszy kontakt miałem z Marcinem Kozłowskim. Często widywaliśmy się również po treningach i mieliśmy naprawdę dobrą relację. Na pewno fajnie będzie spotkać po latach ludzi, z którymi dzieliło się wcześniej szatnię.
Red.: Wymienieni zawodnicy plus Hanousek i sporo młodzieży – tak wyglądają III-ligowe rezerwy Widzewa. Odnalazłbyś się po latach w takiej ekipie?
Myślę, że bez problemu. Dzisiaj moja rola w zespole jest zupełnie inna niż kilka lat temu. Dużo więcej rozmawiam na boisku, podpowiadam młodszym i staram się dawać drużynie spokój oraz doświadczenie. W Mazovii też mamy wielu młodych, utalentowanych zawodników i mam podobną rolę. Lubię pracować z młodymi chłopakami, więc myślę, że w takiej drużynie odnalazłbym się bez żadnego kłopotu.
Red.: Kibice Mazovii dopytują o stan zdrowia Tomasza Wełny. Co się dzieje z kontuzjowaną stopą i kiedy wracasz do gry?
T.W.: Jestem coraz bliżej powrotu do treningów z drużyną i cieszę się, że teraz jest już zdecydowanie bliżej niż dalej. Razem ze sztabem ustaliliśmy jednak jasno, że granie z bólem nie wchodzi w grę. Chcę tę stopę dobrze wyleczyć i wrócić wtedy, kiedy będę gotowy na sto procent. Lepiej wrócić tydzień później niż tydzień za wcześnie i za chwilę znowu mieć ten sam problem. Robię wszystko, żeby powrót nastąpił jak najszybciej, bo głód grania jest już naprawdę duży.
Red.: W meczu z Zambrowem Mazovia pokazała swoje prawdziwe oblicze i spory potencjał? Czy były lepsze np. poszczególne połowy w innych spotkaniach?
T.W.: Na pewno mecz z Zambrowem pokazał, jak duży potencjał mamy jako zespół. Wygraliśmy 5:0, byliśmy skuteczni i dobrze wykorzystaliśmy to, jak ułożyło się spotkanie. Nie ma co ukrywać, czerwona kartka „zabiła” ten mecz. Dla nas oczywiście dobrze, bo potrafiliśmy wykorzystać grę w przewadze i konsekwentnie dołożyć kolejne bramki. Nie powiedziałbym jednak, że dopiero w tym spotkaniu pokazaliśmy swoje prawdziwe oblicze. Mieliśmy już wcześniej bardzo dobre fragmenty. Choćby druga połowa pierwszego meczu z Jagiellonią II Białystok, kiedy przegrywaliśmy do przerwy 0:3, a po zmianie stron potrafiliśmy wrócić do meczu i skończyło się 2:3. Potrafimy grać naprawdę dobrze. Sztuką jest teraz powtarzać takie fragmenty co tydzień, niezależnie od przeciwnika, i utrzymywać ten poziom przez całe 90 minut.
