
23-letni Jakub Szyszkowski w poprzednim sezonie w barwach III-ligowego KS CK Troszyn rozegrał 27 meczów, w tym 20 w podstawowym składzie. Na boisku spędził prawie 2 tysiące minut.
Redakcja: KS CK Troszyn był odkryciem III ligi, a czy równie dobrze spisywał się Kuba Szyszkowski?
Jakub Szyszkowski: Początek rozgrywek i dla mnie, i dla drużyny był ciężki. Osobiście nie wszedłem zbyt dobrze w sezon. Na szczęście wraz z upływem kolejek zaczęliśmy wygrywać i poprawialiśmy lokatę w tabeli. Ważne było solidne przepracowanie dłuższego okresu zimowego. Rozpoczęła się runda rewanżowa, z powodu choroby nie mógł zagrać doświadczony obrońca Igor Lewczuk, a ja wskoczyłem do podstawowego składu. I wykorzystałem szansę, bowiem już do ostatniej serii gier miałem pewny plac.
Red.: W pewnym momencie wydawało się, że włączycie się do walki o baraże. Wierzyliście w awans do II ligi?
J.Sz.: Po to się gra w piłkę, by realizować kolejne cele i spełniać marzenia. Dlatego w moim przypadku odpowiedź jest twierdząca. Mieliśmy kilkutygodniową serię zwycięstw, graliśmy dobrze, więc pojawiła się myśl o drugim awansie z rzędu. Ale nikt ze sztabu albo władz klubu nigdy nie powiedział, że wytworzyła się szansa, więc spróbujmy ją wykorzystać. Żadnej presji nie było. Podstawowym zadaniem było spokojne utrzymanie i to zrealizowaliśmy dość szybko.
Red.: Na wiosnę rzadko przegrywaliście, m.in. z Legią II Warszawa i ŁKS Łomża. To były najlepsze zespoły i zasłużenie zajęły miejsca 1-2?
J.Sz.: Rezerwy Legii z pewnością zasłużyły na bezpośrednią promocję na trzeci poziom. Łomża miała z kolei swoje problemy, o których było głośno w mediach. Dlatego szacunek dla nich za to, że zostali wicemistrzem.
Red.: Zespołowi z Troszyna zabrakło zawodników ogranych na poziomie choćby III-ligowym?
J.Sz.: Poza wspomnianym Igorem Lewczukiem, który występował na poziomie polskiej Ekstraklasy i francuskiej Ligue 1, nie mieliśmy zawodników ogranych na szczeblu centralnym. Po naszej stronie było sporo atutów, ale jednak to większość rywali była bardziej doświadczona patrząc na poszczególnych piłkarzy.
Red.: Drugi z beniaminków Ząbkovia rozegrała z kolei bardzo dobrą pierwszą rundę. Można zaryzykować stwierdzenie, że tegoroczni debiutanci Mazovia i Weszło także powalczą o górną część tabeli?
J.Sz.: Zdecydowanie tak. Piłka nożna jest pięknym i nieprzewidywalnym sportem, jednak już poprzedni sezon pokazał, że drużyny z grupy mazowieckiej najmniej odczuwają przeskok z IV do III ligi. Co o tym decyduje? Z pewnością bardziej jakościowe kadry od ekip z Podlasia, Łodzi, Warmii i Mazur.
Red.: Obawiałeś się jak poradzicie sobie po awansie?
J.Sz.: Byłem ciekawy wyższej ligi, lecz nie miało to nic wspólnego z obawami. Lubię wyzwania i pozytywnie patrzę w przyszłość.
Red.: Kogo upatrujesz w gronie kandydatów do awansu?
J.Sz.: W tym gronie będą: Mazovia, Wigry Suwałki, Warta Sieradz, może KTS Weszło Warszasa i Świt Nowy Dwór Mazowieckim. Ciekawy jestem postawy spadkowicza ŁKS II Łódź. My, jako Mazovia, musimy podejść do walki z przekonaniem o swojej wartości, jednak i z dużą pokorą. Bez napinki, a z optymizmem. Skupiamy się na każdym kolejnym mikrocyklu treningowym i sparingu. Tak samo będzie z meczami ligowymi. To najzdrowsze podejście i w ten sposób walczy się skutecznie o awans.
Red.: W tym sezonie liga może być mocno podzielona na silne drużyny i te walczące o utrzymanie? Kogo widziałbyś w drugiej grupie, oczywiście bez przekreślania jakichkolwiek szans.
J.Sz.: Uważam, że będzie bardziej wyrównana niż w edycji 2025/26. Nieważne gdzie pojedziemy, albo kto przyjedzie do Mińska Mazowieckiego, za każdym razem trzeba ciężko zapracować na punkty. W tej lidze nie można nikogo lekceważyć
Red.: W Mazovii spotkasz m.in. Mateusza Augustyniaka, Czarka Sauczka i Michała Janotę. Dobrze ich mieć po swojej stronie?
J.Sz.: Pewnie, że tak. Wiele razy grałem przeciwko nim i wiem jak bardzo klasowymi są piłkarzami. Zresztą nie tylko oni, takich jakościowych osób w Mazovii jest bardzo dużo. Ale oczywiście każdy klub ma swoich liderów, którzy jednym zagraniem czy strzałem potrafią przechylić szalę zwycięstwa.
Red.: Kogo jeszcze – poza „Janotką” – szczególnie zapamiętałeś z gier przeciwko Mazovii?
J.Sz.: Bardzo dobrym i przy tym nieprzewidywanym ofensywnym zawodnikiem jest Patryk Zych. A co do kolegów, z którymi grałem w jednym klubie, z Dawidem Rosiakiem byliśmy w sezonie 2023/24 razem w Troszynie. Miałem też przyjemność trenować z Rafałem Parobczykiem i Tomaszem Wełną w Polonii Warszawa. Był to sezon, w którym Polonia awansowała z III do II ligi, ja byłem zawodnikiem rezerw, ale regularnie trenowałem z pierwszą drużyną.
Red.: Jakich zagrożeń może spodziewać się Mazovia?
J.Sz.: Musimy nastawić się na większą intensywność gry w porównaniu do IV ligi. Nie mówię o pojedynczych meczach z mocnymi klubami, lecz o wszystkich III-ligowcach. I nawet jeśli ktoś nie ma super indywidualności, to nadrabia kolektywem i ciężką pracą. Na tym wyższym poziomie rozgrywkowym umiejętności piłkarzy są wyższe, to nie jest liga „przypadków”, jak czasem było w IV.
Red.: Twój boiskowy pseudonim to „Szycha” od nazwiska, ale „Szycha” to też szef, przywódca. Masz zadatki na szefa mińskiej defensywy?
J.Sz.: W Troszynie pałeczkę przekazał mi Igor Lewczuk, a trener Michał Złotkowski i inni zawodnicy przekonywali, że sobie poradzę. Wszyscy we mnie wierzyli, co pomogło. Myślę, że dałem radę na każdej pozycji w trzyosobowym bloku obronnym. Chciałbym być jednym z przywódców defensywy Mazovii, zdając sobie sprawę z jak dobrymi piłkarzami będę walczył o miejsce w „11”.
Red.: Już w 2. kolejce Mazovia zagra w Troszynie, a w 4. w Nowym Dworze ze Świtem. Dla Ciebie to szczególne spotkania?
J.Sz.: Mam sentyment do Troszyna, w którym spędziłem kilka lat. Ale z drugiej strony na boisku nie ma sentymentów, tylko realne cele i założenia. A co do Świtu, do tego klubu przeniósł się trener i paru chłopaków z KC CK, więc miło będzie się z nimi spotkać.