
Mazovia powinna dyktować warunki w każdym spotkaniu. To potrafimy i trzeba to pielęgnować – mówi Radosław Cielemęcki, lewoskrzydłowy Dumy Mińska przed wyjazdowym spotkaniem z rezerwami Widzewa Łódź. Mecz odbędzie się w piątek 11 września o g. 13:00 na obiekcie Łodzianki.
—-
Redakcja: Długo czekałeś na bramkę w meczu ligowym, ale jak już strzeliłeś to gola wyjątkowej urody.
Radosław Cielemęcki: Nie da się ukryć, że od bardzo długiego czasu nie trafiłem. Jedyną bramkę w Ekstraklasie strzeliłem w 2022 roku w barwach Wisły Płock, a potem cztery, może pięć goli w IV-ligowych rezerwach. Jeden był bardzo ładny, piłka wpadła w okienko.
Red.: Bliski przełamania byłeś m.in. w meczu sparingowym Mazovii z Ząbkovią.
R.C.: Kiedy zawodnik nie strzela bramek regularnie, to potrzebuje tego choćby jednego gola. A wtedy nie ma znaczenia w jakim meczu i jak ta bramka padła, ważne, że piłka znalazła się w sieci. Dla mnie to dodatkowa motywacja i jednocześnie ściągnięcie pewnej presji.
Red.: Trenowałeś uderzenia z powietrza po wrzutkach Michała Janoty?
R.C.: W tygodniu poprzedzającym spotkanie z Olimpią Zambrów mieliśmy takie ćwiczenie. I wahadłowi, i dziesiątki mieli za zadanie wcinać się w linię obrony. Jak wiemy Michał Janota potrafi zagrać piłkę na „nos”, tj. tam gdzie dokładnie chcesz. Zrobiłem ruch, „Janot” to dostrzegł i podał idealnie. Ale też nie będę nikogo przekonywał, iż uderzyłem tak jak sobie zaplanowałem. Pierwsza myśl była taka, aby szukać Mateusza Augustyniaka. Wyszło jak wyszło i… jestem bardzo zadowolony.
Red.: Świetnie odnalazłeś się w Mazovii na lewym wahadle, siejąc popłoch wśród kolejnych rywali. Jak sam oceniasz swoją grę?
R.C.: Muszę przyznać, że to całkowicie nowa pozycja w moim piłkarskim życiorysie, poza epizodem w Legii Warszawa w sparingu lub na treningach. Jestem nominalną dziesiątką, ale jeśli trener wyznacza mi inną rolę, to nie mam z tym problemu. Najważniejsze, aby grać i swoją postawą pomagać zespołowi. Na lewym wahadle coraz lepiej się odnajduję, buduję w sobie pewność siebie. Gdyby miał podsumować trzy spotkania w wyjściowym składzie, znalazłbym i pozytywy, i pewne kwestie do poprawy np. decyzyjność w polu karnym. Ciągle uczę się gry w tym miejscu boiska. Mam świadomość, że im bardziej będę się poprawiał, to i drużyna będzie z tego korzystała.
Red.: Czasem odnosi się wrażenie, że jesteś zahaczany przez ogrywanego obrońcę, ale nie przewracasz się w polu karnym.
R.C.: Trzymam się mocno na nogach i nie będę kładł się na murawę w jakiejkolwiek sytuacji stykowej. Przeprowadzając rajd lewą stronę czasem czuję kontakt ze strony przeciwnika, ale nigdy nie było tak, że wejście było super mocne i na pewno sędzia gwizdnie karnego. Zresztą bywało już tak, że w przerwie pytałem arbitra o ocenę danej sytuacji. I odpowiadali, że nie podyktowaliby „jedenastki”, nawet gdybym się przewrócił. Dlatego w ferworze walki trzeba robić swoje, ograć defensora, wbiec przed niego i niech on łapie mnie za koszulkę albo fauluje… Chociaż wolę dogrywać piłkę do dziewiątki lub dziesiątek.
Red.: Po powrocie po kontuzji Eryka Więdłochy będziesz z nim rywalizował o miejsce w składzie, czy jest opcja gry w środku pola?
R.C.: Nie rozmawiałem z trenerem o zmianie pozycji, więc pozostanę na lewym wahadle i tutaj powalczymy z Erykiem. Nie ma nic lepszego niż rywalizacja na zdrowych zasadach, wszyscy na tym skorzystamy. To będzie nas napędzać, a nie deprymować. Dlatego odbieram walkę o miejsce w składzie bardzo pozytywnie.
Red.: Po siedmiu rozegranych kolejkach porównanie III ligi do II ligi z tamtego sezonu? Największe różnice?
R.C.: Na razie mało meczów za nami, ale gdybym miał pokusić się o jakieś wstępne porównanie nie widzę szczególnych różnic między Mazovią Mińsk Mazowiecki a Podhalem Nowy Targ. Nasza doświadczona drużyna pasuje do II-ligowych realiów. Choć oczywiście z ocenami trzeba się wstrzymać przynajmniej do zakończenia pierwszej rundy.
Red.: W piątek mecz w Łodzi z rezerwami Widzewa. Drugie zespoły ekstraklasowych klubów u siebie mogą być najgroźniejsze?
R.C.: Zapewne tak, bowiem mają w składach chłopaków prowadzonych w dobrych akademiach. Tam kładzie się spory nacisk na indywidualny rozwój zawodników. Oni ogrywają się w III-IV lidze, czasem też w II i mają szansę się pokazać sztabowi swojej „Jedynki”. Mam jednak wrażenie, że jeśli zachowamy skupienie i będziemy kontynuować grę z meczu z Olimpią Zambrów, to nie powinniśmy obawiać się żadnego rywala. Szacunek pozostaje, ale to Mazovia powinna dyktować warunki w każdym spotkaniu. To potrafimy i trzeba to pielęgnować.
Red.: Takie potyczki jak z Widzewem II są też szansą dla takich piłkarzy jak Radosław Cielemęcki? Aby się „przypomnieć”…
R.C.: Nie będę zastanawiał się kto jest na trybunach i kogo ogląda. Gram po to, aby mieć satysfakcję z występu i jak bardzo pomogłem Mazovii. Faktycznie, jeśli dobrych występów będzie bardzo dużo na koncie, to w pewnym momencie ktoś się odezwie. Na dziś najważniejsze jest wygrywanie Mazovii co tydzień w III lidze.
Red.: Dwa lata temu zagrałeś w końcówce spotkania Ekstraklasy w barwach Radomiaka przeciwko Widzewowi. Co pamiętasz z tamtego meczu?
R.C.: Wszedłem w 88 minucie przy stanie 3:2 dla Widzewa grającego na swoim wypełnionym stadionie. Otoczka była niesamowita. Co ciekawe, trener desygnował mnie na „dziewiątkę”, czyli też nietypową dla mnie pozycję. Losów spotkania nie odmieniłem, ale pozostało w pamięci.
