
19-letni Michał Zwierz, wychowanek Mazovii MOSiR Mińsk Mazowiecki, wrócił do naszego klubu i już ma za sobą debiut w III lidze. Na boisku w Troszynie wypadł bardzo pozytywnie. Z pewnością będzie ważnym ogniwem Dumy Mińska w tym sezonie.
—-
Redakcja: Dlaczego zdecydowałeś się na powrót do Mazovii?
Michał Zwierz: Przez ostatnie trzy sezony byłem zawodnikiem KTS Weszło i po awansie do III ligi moja umowa automatycznie się przedłużyła. Ustaliliśmy jednak z władzami klubu, że opuszczam stołeczną drużynę. Po prostu chcę więcej grać i się rozwijać jako sportowiec.
Red.: Na wiosnę rozegrałeś 13 meczów, ale głównie jako rezerwowy.
M.Z.: Wróciłem po rocznej przerwie spowodowanej kontuzją kolana. Faktycznie w rundzie rewanżowej poprzedniego sezonu wystąpiłem w wielu spotkaniach, ale nie przełożyło się to na dużą liczbę minut. Nie byłem z tego zadowolony.
Red.: Mazovia już wcześniej starała się o Ciebie?
M.Z.: Dosyć dawno temu dostałem pierwszy telefon z mińskiego klubu. Wszystko potoczyło się tak, że dopiero teraz dołączyłem do Mazovii. Chociaż to wcale nie było takie oczywiste, bowiem letnie przygotowania rozpocząłem z ŁKS Łomża, a potem trenowałem w Victorii Sulejówek i wydawało mi się, że tam zostanę… Ale dyrektor sportowy Rafał Antosiewicz skontaktował się ze mną powtórnie i namówił na treningi w Mazovii.
Red.: Co Ciebie przekonało do Dumy Mińska?
M.Z.: Wszystko to, co zobaczyłem od środka, czyli jakość piłkarska na treningu, klasa poszczególnych zawodników, ambitne plany. Oczywiście bardzo ważna była rozmowa z trenerem Damianem Guzkiem, który powiedział, że widzi mnie na pozycji numer 10 w systemie gry Mazovii. To mi bardzo odpowiada. Spotkałem się w Mińsku Mazowieckim z dużym profesjonalizmem.
Red.: Można powiedzieć, że wracasz do siebie.
M.Z.: Zdecydowanie tak. Pochodzę z Mińska Mazowieckiego i tutaj jako dziecko rozpocząłem treningi w Mazovii MOSiR. Pierwszym trenerem był Robert Stelmach. Wyjeżdżałem w okresie pandemii, najpierw byłem w Escoli Warszawa, potem KTS Weszło.
Red.: W sobotnim debiucie w Troszynie kilka razy błysnąłeś. Co powinno wyróżniać Ciebie w III lidze?
M.Z.: Ale też popełniłem jeden błąd, na szczęście nie straciliśmy gola. Jestem swoim największym krytykiem i bardzo dużo wymagam od siebie. Dlatego jestem zły za tę sytuację z KS CK. Cieszę się jednak, że udało mi się kilka razy pokazać z dobrej strony, w tym wyszkolenie techniczne.
Red.: Do tej pory Mazovia nie zdobywała zbyt wielu bramek z dystansu, a podobno Ty to możesz zmienić?
M.Z.: Na wiosnę zanotowałem dwa trafienia dla Weszło i obydwa po uderzeniach zza pola karnego – z Talentem Warszawa i w ostatniej kolejce z Ożarowianką Ożarów Mazowiecki. Z Talentem kierunkowo przyjąłem sobie piłkę i strzeliłem po dalszym słupku, a z Ożarowianką przelobowałem bramkarza.
Red.: Jak wspominasz mecze przeciwko Mazovii?
M.Z.: W ostatnim, który zapewnił pierwsze miejsce KTS-owi trener nie dał mi zagrać. Jednak dobrze pamiętam spotkanie z jesieni 2023 roku, kiedy wygraliśmy 4:2 w Warszawie. Miałem 16 lat i zanotowałem epizod przeciwko Mazovii. Ale to były minuty, które sprawiły wiele radości.
Red.: Na co stać naszego beniaminka w III lidze?
M.Z.: Trudno powiedzieć, gdyż minęły dopiero dwa tygodnie. Mam nadzieję, że na koniec rozgrywek będziemy na dobrym, wysokim miejscu.