
Mateusz Różański zaimponował swoją grą w półfinale z Sokołem Aleksandrów Łódzki (4:0) i dziś trudno wyobrazić sobie skład Mazovii Mińsk Mazowiecki bez niego w niedzielnym finale barażów ze Stomilem Olsztyn. W tym sezonie „Róża” zagrał 32 meczów i strzelił 5 goli plus 6 występów i 1 bramka w Pucharze Polski.
—
Redakcja: Pracą zespołową wywalczyliście awans do finału baraży, ale wiodących zawodników był dwóch: Józef Burta i Mateusz Różański, zgadzasz się?
Mateusz Różański: Oczywiście, i ja, i Józek zagraliśmy bardzo dobre spotkanie, ale świetnie grała cała drużyna Mazovii. Nie tylko jednostki.
Red.: Bardzo szybko mogłeś „otworzyć” wynik półfinału, jak zapamiętałeś sytuację z 4 minuty? Strzeliłeś tak jak chciałeś, czy bardziej działałeś na instynkcie?
M.R.: Strzeliłem tak jak sobie zaplanowałem, po krótkim słupku. Niestety bramkarz przeczytał moje zamiary i przy nim został.
Red.: Przy golu na 2:0 zszedłeś do środka i trafiłeś lewą nogą w okienko, choć zazwyczaj w takich sytuacjach raczej dośrodkowywałeś. Różnicę zrobiło to, że już byłeś w polu karnym?
M.R.: Różnicę zrobiła pewność siebie, którą zyskałem dobrze wchodząc w mecz. Jak również wiara kolegów z drużyny.
Red.: Asysta z 45 minuty i bramka Patryka Zycha to była… formalność? Mieliście sporo miejsca, czasu?
M.R.: Przy bramce na 3:0 miałem na boku bardzo dużo czasu, gdyż Julek Świątek zabrał swoim ruchem obrońcę. Podanie chociaż trochę niecelne, trafiło do Patryka Zycha, a on nie przestrzela w takich sytuacjach.
Red.: Rozmawialiśmy przed meczem, czy Twoje wyobrażenie o pierwszej połowie różniło się od tego, czego się spodziewałeś?
M.R.: Spodziewałem się naszej dominacji, lecz myślałem, że młody zespół Sokoła będzie próbował się więcej utrzymywać przy piłce, a mniej wykopywać za plecy obrońców.
Red.: Analiza Sokoła była bardziej szczegółowa porównując do tej sprzed rywalizacji z KTS Weszło?
M.R.: Nie, gdyż do każdego przeciwnika trenerzy przygotowują się tak samo dobrze. Więc nie było wielkiej różnicy.
Red.: Opinie były takie, że Aleksandrów Łódzki ma młody, perspektywiczny zespół, zagrał zawodnik z rocznika 2010, dwóch z 2008, ale to nie drużyna na miarę czołówki IV ligi mazowieckiej.
M.R.: Uważam, że w mazowieckiej IV lidze Sokół byłby w niższej części tabeli. Nie od dziś wiadomo, że nasza grupa jest jedną z najsilniejszych.
Red.: Obecni na meczu Twoi rodzice chwalili, czy też mieli jakieś uwagi do Twojej gry i zespołu?
M.R.: Moi rodzice przede wszystkim cieszyli się, że ja dobrze zagrałem i zachwycali się moją bramką. Swoją drogą mama patrzy podczas meczu tylko na mnie.
Red.: Odczuwałeś rangę środowego meczu w podłódzkim Aleksandrowie? Gdyby nie fani Mazovii, rozgrywany byłby w dość spokojnej atmosferze…
M.R.: Nigdy nie skupiam się na tym, ilu kibiców jest na stadionie. Skupiam się wyłącznie na dobrej grze w piłkę.
Red.: W finale rywalem Stomil Olsztyn, kiedyś marka Ekstraklasową, ale to dość dawne czasy. Co będzie decydujące w tym spotkaniu?
M.R.: Decydujące będzie przejęcie inicjatywy w meczu, dogodne sytuacje, może strzelona bramka. Kto pierwszy wejdzie dobrze w mecz, będzie miał dużo większe szanse na zwycięstwo.