
W przeszłości z naszej drużyny m.in. Tomasz Wełna i Patryk Zych grali w Ząbkovii, ale to Mateusz Szwed minioną rundę spędził w Ząbkach. – Zagramy z bardzo silnym zespołem. Cieszy fakt, że ponownie w Kobyłce, luksusem tej zimy są sparingi pod balonem – mówi nowo pozyskany piłkarz Mazovii Mińsk Mazowiecki.
—-
Redakcja: Najlepiej znasz Ząbkovię, jakiej klasy to rywal?
Mateusz Szwed: Pod względem taktycznym zdecydowanie najlepsza piątka 3-ligowców z Mazowsza oraz Warmii i Mazur, Podlasia i Łódzkiego. Widać warsztat trenera Tomasza Grzywny. W tamtej rundzie Ząbkovia bardzo dobrze funkcjonowała w tym aspekcie. Z pewnością zawiesi nam wysoko poprzeczkę, ale to dobrze, gdyż potrzebujemy takich sparingów przed 4-ligową rundą rewanżową.
Red.: Porównanie Ząbkovii z innymi 3-ligowcami, z którymi ostatnio graliśmy – Starem Starachowice i Bronią Radom?
M.Sz.: Zbliżona poziomem do Stara, grają na dużej intensywności, fajnie to wygląda. Organizacja gry i taktyka tych zespołów sprawiają, że są półkę wyżej od Broni. Piłkarsko wszyscy 3-ligowcy prezentują się dość podobnie, jednak decydują detale, tak jak funkcjonowanie zespołu na boisku.
Red.: Mazovia ponownie zagra w hali pneumatycznej w Kobyłce. Jakie są tam warunki do rywalizacji?
M.Sz.: Widzimy co od kilku tygodni dzieje się za oknem, śnieg, mróz itd. Tymczasem sparingi gramy pod balonem, co tej zimy jest luksusem. O wiele łatwiej zawodnikom realizować założenia trenera Damiana Guzka. Szkoda, że nie mamy możliwości trenowania w tej hali.
Red.: Na poziomie 3 ligi występowałeś też w Legionovii i Chełmiance. Łącznie z Ząbkovią masz ponad 50 meczów i 7 goli na tym poziomie. Która bramka szczególnej urody albo najważniejsza?
M.Sz.: Dla mnie wyjątkowe znaczenie miała ostatnia, czyli druga w barwach Ząbkovii. Strzeliłem ją na wyjeździe z KS Wasilków (5:1) i mogłem „cieszynką” uczcić narodziny córeczki.
Red.: Kilka lat temu, w ciągu dwóch sezonów, rozegrałeś 40 spotkań i zanotowałeś 2 trafienia w 1 lidze w Zagłębiu Sosnowiec. Jak tam się znalazłeś?
M.Sz.: Trenując i przechodząc przez kolejne szczeble w Legii Warszawa szukałem możliwości grania na szczeblu centralnym. Taka okazja nadarzyła się w Zagłębiu, gdzie najpierw trenowałem z drużyną będącą w Ekstraklasie, a po jej spadku myślę, że dobrze odnalazłem się na boiskach 1-ligowych. Wszystko było w porządku do czasu kontuzji. Tak więc generalnie szkoda, bo zdrowie, a raczej jego brak, nie pomogło mi w kolejnym awansie sportowym.
Red.: Od kogo najwięcej czerpałeś jako boczny pomocnik w Sosnowcu?
M.Sz.: Dużo nauczyłem się od wielu piłkarzy, a wspomnę m.in. Fabiana Piaseckiego, Piotra Polczaka, Szymona Pawłowskiego. Po treningach zostawaliśmy z Fabianem i dalej pracowaliśmy nad zgraniem. Dziś już widzę, że podobnie może wyglądać współpraca z Maćkiem Jankowski, tzn. bez słów. Widzę jak się ustawia, jak ruch robi i mam odpowiedź, gdzie mu zagrać.
Red.: Cofając się do 2017 roku, w 3 lidze zadebiutowałeś jako 17-latek w Legii Warszawa. W składzie także z Michałem Gładyszem i Erykiem Więdłochą przegraliście z MKS Ełk 1:2.
M.Sz. Pamiętam tamten mecz, gola dla nas strzelił pochodzący z Mińska Mazowieckiego Mateusz Grudziński. Niedawno rozmawialiśmy i mówił, że postara się przyjechać na któryś mecz Mazovii, co nie jest proste, bo gra w Legnicy. A co do Gładiego i Ero super, że mogę po latach spotkać ich w tej samej szatni. Z Michałem to taka przyjaźń na całe życie, choć z Erykiem też dobrze się dogadujemy.
Red.: Z jakim numerem na koszulce zagrasz w Mazovii?
M.Sz.: Wybrałem ósemkę, a więc taki sam jak w Ząbkach. Specjalnej uwagi do tego nie przykładem, najważniejsze to co pokazujemy na boisku, a nie z jakim numerem gramy na plecach.