
26-letni Mateusz Augustyniak był najlepszym piłkarzem Mazovii Mińsk Mazowiecki w meczu ze swoim poprzednim klubem Ząbkovią Ząbki (3:2). W środę kolejnym III-ligowym rywalem Dumy Mińska będzie Świt Nowy Dwór Mazowiecki, któremu w poprzedniej rundzie Mateusz Augustyniak strzelił dwa gole.
—-
Redakcja: Który z trzech ligowych meczów Mazovii był Twoim najlepszym?
Mateusz Augustyniak: Wskazałbym na ostatnie spotkanie z Ząbkovią, w którym strzeliłem gola po podaniu Cezarego Sauczka i miałem dwie asysty. Po faulu na mnie Czarek wykorzystał karnego, a później dogrywałem piłkę do Patryka Zycha.
Red.: Z kolei w spotkaniu w Troszynie miałeś najwięcej kontaktów z piłką w polu karnym oraz uderzeń na bramkę.
M.A.: Z tym że przeciwko KS CK piłka ani razu nie chciała wpaść do siatki, choć faktycznie miałem kilka sytuacji. Na szczęście udało się to nadrobić tydzień później.
Red.: Pierwszego trafienia w barwach Mazovii jednak nie celebrowałeś…
M.A.: Grałem w Ząbkach przez cztery lata, mam szacunek do tego klubu, zawodników, osób tam pracujących i kibiców. Dlatego oczywiście cieszyłem się z bramki na 3:2 i trzech punktów, ale tak w głębi serca. Lecz nie zamierzałem tego okazywać. Zresztą podobnie zachowali się byli piłkarze Mazovii Maciek Jankowski i Julian Świątek po swoich bramkach dla Ząbkovii.
Red.: Po tym jak „jedenastki” z Jagiellonią II nie wykorzystał Patryk Zych, można było się spodziewać, że do kolejnego Ty zostaniesz wyznaczony. Dlaczego stało się inaczej?
M.A.: Sytuacja na boisku determinowała wybór wykonawcy rzutu karnego. Gdyby Patryk Zych zdecydował, że to on podejdzie do piłki ustawionej na 11. metrze, to tak by się stało. Ale tym razem Czarek zgłosił gotowość i to on zdobył ważnego gola na 1:2.
Red.: W Mazovii jest kilku zawodników bardzo dobrze strzelających karne, choć drużynie nie udało się wygrywać takich konkursów w Pucharze Polski.
M.A.: Po treningach do ćwiczenia karnych zostajemy w trzech: Patryk Zych, Czarek Sauczek i ja, a broni Józef Burta. No i cóż, czasem „Józo” coś wybroni…
Red.: W swoim pierwszym III-ligowym sezonie strzeliłeś 19 bramek, w tym 3 z karnych? Wszystkie wykorzystałeś?
M.A.: Nie, ta sztuka nie udało mi się w spotkaniu z Lechią Tomaszów Mazowiecki. A więc zanotowałem skuteczność na poziomie 75 procent – 3 z 4.
Red.: Przez cały sezon sędziowie podyktowali na korzyść Ząbkovii tylko cztery karne?
M.A.: Tak wyszło. Nie wiem, może rywale tak rzadko faulowali nas w polu karnym, a może po prostu sędziowie pozwalali na ostrzejszą grę w „szesnastce”.
Red.: Srednia goli w meczach z udziałem Mazovii to 5. Osobiście wolisz wygrać 1:0 czy 3:2?
M.A.: Stawiam na 3:2, bowiem gramy dla kibiców, a im więcej goli, tym lepsze widowisko i większe emocje. Poza tym jak drużyna lubimy atakować, chcemy stwarzać okazje podbramkowe i strzelać gole. Ważne też, abyśmy grali na zero z tyłu.
Red.: Mazovia to zespół ultraofensywny, który w każdym meczu stworzy dużą liczbę okazji podbramkowych?
M.A.: Mam nadzieję, że tak, chociaż to zależy od stylu gry rywali. Może się zdarzyć, że ktoś postawi mocno na defensywę, a my będziemy mieli jedną szansę w ciągu 90 minut. Trzeba ją wykorzystać i wygrać 1:0.
Red.: Ten styl obarczony jest także ryzykiem straty bramek.
M.A.: Uważam, że w każdym spotkaniu jest taki moment, że przeciwnik spycha nas do niskiej obrony. Staramy się tego unikać, ale jeśli już do tego dochodzi, to trzeba sobie poradzić. Wolimy kontrolować sytuację na boisku i być w posiadaniu piłki.
Red.: W środę mecz ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki, ale to już całkiem inna drużyna. Bardziej KS CK Troszyn z tamtego sezon, z którym Ząbkovia wygrała 6:2 i przegrała 0:4.
M.A.: To były dwa różne mecze, ale i różne składy Ząbkovii. Jesienią zaczęliśmy bardzo mocno, a Troszyn miał słaby początek. Kiedy oni się rozkręcili i należeli do najlepszych na wiosnę, to my z kolei w przerwie zimowej mocno się osłabiliśmy. Miało to przełożenie na dużo gorsze wyniki.
Red.: Cztery miesiące temu na stadionie Świtu zdobyłeś dwa gole…
M.A.: To było szalone spotkanie, przegrywaliśmy 0:1, potem straciliśmy drugą bramkę w momencie, gdy Świt grał w dziesiątkę. Na początku drugiej połowy strzeliłem na 1:2 i 2:2 – po uderzeniu zza pola karnego i w sytuacji sam na sam z bramkarzem, a niedługo później wyszliśmy na prowadzenie 3:2. Niestety w doliczonym czasie gry gospodarzom udało się wyrównać na 3:3.