
26-letni siedlczanin Józef Burta dołączył latem do Mazovii Mińsk Mazowiecki. Przez całą rundę bronił od deski do deski, nawet na minutę nie oddając miejsca między słupkami. Duma Mińska straciła tylko 19 goli, co jest najlepszym osiągnięciem w lidze, ex aequo z Hutnikiem Warszawa.
—-
Redakcja: Dużym wydarzeniem była Gala na 100-lecie MKS Mazovia. Jakie wrażenie zrobiła na Tobie?
Józef Burta: Wrażenie bardzo pozytywne pod każdym względem: organizacji, atmosfery, otoczki i prestiżu. Uroczystość zorganizowana z wielką klasą i w pięknym miejscu. Świetne wydarzenie. Śmiało można powiedzieć, że przypominało słynne gale mistrzów sportu, na przykład „Przeglądu Sportowego”. Cieszę się, że miałem zaszczyt wziąć udział w jubileuszu 100-lecia Mazovii Mińsk Mazowiecki. To ważny moment w historii naszego klubu. Słowa uznania należą się wszystkim organizatorom, w szczególności Panu Prezesowi Andrzejowi Kuciowi.
Red.: Miałeś okazję uczestniczyć w podobnych piłkarskich uroczystościach?
J.B.: Zdarzyło się, aczkolwiek nigdy z takiej okazji jak 100 lat klubu. Nie były to też aż tak bardzo wyróżniające się eventy.
Red: Za nami 4-ligowa runda jesienna. Czwarte miejsce w tabeli nie jest zadowalające, ale w końcówce wreszcie wszyscy zawodnicy byli zdrowi.
J.B.: Na przestrzeni kilku miesięcy wykrystalizował się skład. Wracali do gry kolejni piłkarze i faktycznie w końcu trener miał komplet zawodników do dyspozycji. Po trudnym początku od połowy rundy zaczęliśmy regularnie punktować i wygrywać. Czwarta lokata nie cieszy, lecz strata do drugiej wynosi tylko punkt. Większa jest do lidera, jednak nie jest to zła pozycja startowa przed wiosenną pogonią. Interesuje nas pierwsze miejsce.
Red.: Inne pozytywy, które mogą wskazywać, że finisz sezonu będzie skuteczny?
J.B.: Zaczęliśmy grać w bardziej „wyrachowany” sposób. Potrafiliśmy jako zespół przetrwać trudne momenty meczu i w końcowym rozrachunku wygrać 1:0. Widać powtarzalność na boisku pewnych dobrych zachowań, fajnie to wszystko się zazębia. Nasza gra jest coraz lepsza, choć na pewno jest też sporo do poprawy. W tej rundzie nie zdominowaliśmy przeciwników tak jak niektórzy się spodziewali. Grając o awans powinno to być bardziej widoczne, a tak nie było. Mieliśmy długą serię wygranych i… do dziś nie mogę sobie wytłumaczyć porażki z Weszło. Dziwnie się mecz ułożył, może to po prostu była kwestia dyspozycji dnia.
Początek sezonu pokazał, jak ważne jest to, abyśmy mieli jeszcze szerszą, jakościową kadrę.
Red.: Do którego meczu jesiennego będziesz najchętniej wracał?
J.B.: Po układzie wyników podczas rundy, z pewnością jednym z najważniejszych był wyjazdowy z Legionovią. Musieliśmy zwyciężyć, by dołączyć do ścisłej czołówki. Inaczej zostalibyśmy w środku tabeli. To było trudne spotkanie, rywale szybko strzelili gola, mieli też kolejne okazje, ale udało się wyrównać w ostatniej akcji pierwszej części. W drugiej połowie przetrwaliśmy trudne chwile i w samej końcówce meczu strzeliliśmy zwycięską bramkę. Mecz mógł się różnie potoczyć, to my wyszliśmy zwycięsko z tego pojedynku.
Red.: W siedmiu meczach Mazovia, z Tobą w bramce, nie straciła gola. Jest to najlepszy wynik w całej lidze. Zanotowałeś też serię ponad 400 minut z rzędu bez straty gola.
J.B.: Miałem już takie passe do zera, ale to zawsze cieszy, szczególnie linię obrony i bramkarza. To zasługa nie tylko moja, lecz całego bloku obronnego, który zaczyna się od… napastnika. Nie ma w tym przypadku, że zwyciężaliśmy bez straconej bramki. Często nasze mecze kończyły się wynikiem 1:0. Zespół scalił się, tworzymy kolektyw.
Dobrze układa się codzienna praca w klubie, jaką wykonujemy w bramkarskim teamie.
Cenię sobie współpracę, profesjonalizm, metody treningu i analizy z trenerem bramkarzy Karolem Gębskim.
Red.: Pokusisz się o wytypowanie „interwencji rundy”? Dla mnie obrona strzału głową z najbliższej odległości na początku meczu w Karczewie.
J.B.: Tak, o tej sytuacji też pomyślałem. Pierwsze minuty, kluczowa obrona dla losów meczu. A druga interwencja, która przychodzi mi na myśl, to sam na sam w drugiej połowie spotkania z Legionovią. Ich zawodnik biegł sam od połowy boiska, dobrze, że udało mi się go zatrzymać.
Red.: Czwarta liga mazowiecka okazała się taką, jakiej się spodziewałeś?
J.B.: Mówiąc ogólnie to tak, niczym mnie nie zaskoczyła, a jeśli już to na delikatny plus. A słyszałem, że jeszcze lepsze były mecze w poprzednim sezonie. Ale i tej jesieni trafiło się kilka ciekawych, otwartych spotkań, niezłych taktycznie i z drużynami nastawionymi na atak i kreowanie sytuacji. Pierwsze pięć drużyn tabeli gra na pewno na poziomie wyższej ligi.
Red.: Gdyby nie piłka nożna, z racji wzrostu (195 cm – red.) spróbowałbyś sił w innym sporcie drużynowym?
J.B.: W szkole jeździłem na zawody w wielu dyscyplinach, w zasadzie były to prawie wszystkie sporty. Na pewno wyróżniłbym koszykówkę, siatkówkę i ręczną, ale najbliższa sercu była od zawsze piłka nożna. Nie zastanawiałem się, czy poradziłbym sobie w innej dyscyplinie profesjonalnie. Pewnie jakbym podszedł do tematu z taką samą determinacją jak do piłki nożnej – to tak. Lubię też takie dyscypliny, jak tenis stołowy czy squash.
Red.: Kto w drużynie Mazovii jest największym fanem sportu i od niego można usłyszeć wszelkie wyniki meczów, mistrzostw itd.?
J.B.: Osobą, która jako pierwsza przychodzi mi na myśl, jest Michał Kopczyński, szczególnie jeśli chodzi o siatkówkę. Zna wszystkie wyniki, składy, bardzo się tym interesuje. Jeśli zaś chodzi o futbol, to wyniki najczęściej komentują Michał Janota i Maciek Jankowski.
Na koniec chciałbym podziękować kibicom za wsparcie w minionej rundzie. Jesteście obecni na każdym naszym meczu. Czujemy Waszą obecność i wsparcie. Przetrwaliśmy ciężki początek sezonu. Bądźcie z nami i wciąż w nas wierzcie, aż do końca!