Jakub Szyszkowski zadedykował bramkę kibicom Mazovii

Jakub Szyszkowski zadedykował bramkę kibicom Mazovii

Naszym kibicom chciałbym zadedykować gola strzelonego w Sieradzu. Wspaniałym dopingiem dołożyli swoją cegiełkę do tej bramki i wywalczonego punktu z Wartą – mówi Jakub Szyszkowski, obrońca Mazovii Mińsk Mazowiecki, który trafił głową w 95 minucie po dośrodkowaniu Rafała Parobczyka.

—-

Redakcja: Dochodziła 95 minuta, kiedy Rafał Parobczyk wywalczył rzut rożny i podszedł do jego wykonania. Piłka miała być dośrodkowana do Ciebie na tzw. bliższy słupek?

Jakub Szyszkowski: Chodziło o to, aby mając tą ostatnią szansę oddać strzał. To było najważniejsze. Idealnie swoje zadanie wykonał Rafał, który bardzo dobrze dośrodkował, a ja znalazłem się w dobrym miejscu między dwoma zawodnikami rywali.

Red.: Wcześniej zdarzyło się, aby Kuba Szyszkowski został bohaterem spotkania po golu w ostatnich sekundach?

J.Sz.: Nie, nigdy mi się nie zdarzyło coś takiego. Mogły być jedynie sytuacje, po których wybijałem piłkę z linii bramkowej. Taka rola obrońcy.

Red.: Przebieg meczu wskazywał na remis, tymczasem punkt został wywalczony rzutem taśmę. A może jednak któraś drużyna bardziej zasłużyła na zwycięstwo?

J.Sz.: Ciężko powiedzieć, ale chyba jednak był to mecz na remis. Wynik 1:1 oddaje jego przebieg, a mogło skończyć się również 0:0. W pierwszej połowie był taki moment, w którym wyglądaliśmy nieźle i gdybyśmy jeszcze dołożyli więcej jakości, wtedy może worek z bramkami by się rozwiązał. Lecz to tylko gdybanie.

Red.: Jaki wpływ na grę Mazovii miała pora meczu (g. 19:00) i coraz niższa temperatura powietrza?

J.Sz.: Nigdy nie zwracam uwagi na godzinę rozpoczęcia meczu. Nie ma dla mnie znaczenia, czy gramy wcześniej czy później. I nie może być to także wymówką, że lepiej byłoby rozegrać takie spotkanie o innej porze. I my, i przeciwnik, mieliśmy takie same warunki.

Red.: Kibice doceniają nie tylko Twoje trafienie głową na 1:1, ale też wcześniejszą interwencję zapobiegającą stracie bramki. Pamiętasz okoliczności tej sytuacji?

J.Sz.: Było w tym trochę ryzyka, gdyż zagarniałem lewą nogą piłkę zagraną wzdłuż bramki. Musiałem ją wybić i na szczęście moja próba się udała.

Red.: Okoliczności trafienia na wagę remisu?

J.Sz.: Krzyczałem do chłopaków, że musimy mocno zaatakować zagraną piłkę i wierzyłem, że zdobędziemy gola wyrównującego. Pan Bóg napisał scenariusz, w którym to ja byłem tym wybrańcem trafiającym do siatki w Sieradzu.

Red.: Warta potrafiła zamknąć centralną strefę boiska, spychając Mazovię do skrzydeł?

J.Sz.: Nawet jeśli potrafiliśmy przebić się środkiem, to mieliśmy mało czasu na operowanie piłkę. Wiedzieliśmy, że gospodarze będą dobrze ustawienie i potrafią się przesuwać. Zabrakło szybszych naszych działań z piłką, bardzo dobrego przyjęcia i zagrań z pierwszego kontaktu.

Red.: Potrafiliście wykorzystać swoje wahadła?

J.Sz.: Nie do końca, a wynikało to z tego, że źle rozgrywaliśmy piłkę. Za wolno. W pierwszej połowie mieliśmy jedną wrzutkę ze strony „Szwedzika” po tym, jak szybciej przegraliśmy piłkę z jednej na drugą stronę przez stoperów. Oczywiście brak dośrodkowań to nie wina wyłączanie wahadeł, lecz efekt całokształtu.

Red.: W ferworze walki słyszałeś doping kibiców naszego zespołu, którzy licznie przyjechali z Mińska Mazowieckiego?

J.Sz.: Przychodziłem do Mazovii z klubu z małej miejscowości z Troszyna i nie byłem przyzwyczajony do takiego wspaniałego dopingu kibiców. I mnie, i chłopaków bardzo cieszy fakt, że zagorzała grupa fanów jeździe na nasze mecze, dodaje nam otuchy i bardzo pomaga. Słysząc ich doping jeszcze mocniej jestem „zbudowany” i pozytywnie nastawiony. Kibice są z nami na dobre i na złe. Dla nich chciałbym zadedykować gola strzelonego w Sieradzu. Dołożyli swoją cegiełkę do tej bramki i wywalczonego punktu.

Obserwuj nas i polub:
icon Subscribe pl PL
Pin Share

Sponsorzy

Mińsk MazowieckiPowiat MińskiAKPOLMOSiRAkademia piłkarskaPEC Mińsk MazowieckiZINACartPolandSport SiedlceMMZVincec Foto Sport