
Trzeba wyszarpać i zgarnąć 3 punkty – mówi obchodzący dziś (5 sierpnia) 23. urodziny Jakub Szyszkowski, nowy obrońca Mazovii Mińsk Mazowiecki, przed sobotnim meczem III-ligowym w Troszynie.
—-
Redakcja: W drużynie Mazovii nikt nie zna KS CK Troszyn tak dobrze jak Kuba Szyszkowski…
Jakub Szyszkowski: Spędziłem w tym klubie cztery sezony. Byłem częścią drużyny, która rosła w siłę i finalnie pokazała się z dobrej strony w III lidze. Zaczynałem od roli rezerwowego, kończyłem jako jeden z kluczowych zawodników w poprzedniej rundzie. Pozostaną piękne wspomnienia na czele z historycznym mistrzostwem IV ligi.
Red.: Kiedy dowiedzieliście się, że dojdzie do kadrowej rewolucji? Do Świtu Nowy Dwór Mazowiecki odeszli nie tylko trener i wielu piłkarzy, ale również prezes.
J.Sz.: Kilka tygodni przed końcem poprzednich rozgrywek pojawiła się – oczywiście pocztą pantoflową – informacja o rychłych zmianach. Były szepty, że z zespołem może pożegnać się trener Michał Złotkowski i być może zabierze ze sobą czołowych zawodników. Potem okazało się jeszcze, że barwy klubowe zmienia także prezes Daniel Kędzierski.
Red.: Z kolei Mazovia zabiegała o „Szychę” już w tamtym sezonie. Co stanęło na przeszkodzie?
J.Sz.: Zimą poprzedniego sezonu dostałem telefon z propozycją przejścia do Mazovii. Spodobał mi się projekt zakładający awans do III ligi i dalszy rozwój klubu. Chciałem też więcej grać, a tymczasem w Troszynie byłem w tamtym momencie na ławce rezerwowych. Szkoleniowiec twierdził, że muszę uzbroić się w cierpliwość i czekać na swoją szansę. Dlatego odpowiedź z KS CK była następująca: nie odejdziesz do Mazovii, liczymy na ciebie, pracuj i walcz o swoje minuty. Już o tym opowiadałem, dopisało mi szczęście w postaci nieszczęścia Igora Lewczuka, który miał kłopoty zdrowotne. A jak już wskoczyłem do składu, to nie oddałem w nim miejsca.
Red.: Kilka dni temu w pierwszej kolejce KS CK przegrał z Widzewem II Łódź aż 1:5.
J.Sz.: Ciężko oceniać drużynę po jednym meczu, tym bardziej po tak wielu roszadach personalnych. Obejrzałem ten mecz i… nie poznawałem Troszyna, bowiem zostało tak mało zawodników. Ale spokojnie, nie wolno tego rywala lekceważyć, a zwróciłbym uwagę minimum na dwie postaci – napastnika Arka Ciacha i lewego obrońcę Adama Dobosza.
Red.: Najbliższy przeciwnik Mazovii jest słabszy niż dwa-trzy miesiące temu?
J.Sz.: Na pewno mniej doświadczony jako całość. Chociaż przypomnę, że przystępująca do III ligi jako absolutny nowicjusz też musiał zapłacić frycowe, trochę się „ograć” i nabrać pewności. Potem ta maszyna dobrze funkcjonowała i nawet była w gronie zespołów kandydujących do gry w barażach o II ligę. Skończyło się na piątym miejscu. Co wyróżniało KS KC? Uważam, że Troszyn miał swoje piłkarskie DNA w postaci kolektywu. Chociaż były także boiskowe indywidualności. W rundzie rewanżowej funkcjonowaliśmy jak dobrze naoliwiona maszyna. A później, wiadomo, doszło do totalnej rozbiórki. Dlatego dziś Troszyn nie jest zgraną drużyną i to trzeba wykorzystać w sobotę. Nie zapominajmy jednak, że u siebie jest groźny dla wszystkich.
Red.: Dla Ciebie to będzie ważny mecz, bo wracasz do Troszyna, gdzie zacząłeś seniorską przygodę, a poza tym spotkanie odbędzie się trzy dni po Twoich 23. urodzinach.
J.Sz.: Sentyment pozostał, ale tylko do… momentu rozpoczęcia gry. Fajnie wrócić do miejsca, w którym przebywało się tyle czasu. Szkoda zaś, że tak mało kolegów zostało w KS CK. Dla Mazovii najważniejsza będzie robota do wykonania, trzeba wyszarpać i zgarnąć 3 punkty. Musimy już zacząć zwyciężać w III lidze.
Red.: Na inaugurację Mazovia przegrała z Jagiellonią II na własne życzenie?
J.Sz.: To za mocne stwierdzenie. Za późno weszliśmy w mecz, ale już jak się rozkręciliśmy to drużyna wyglądała bardzo dobrze. I mimo tego, że grała w dziesiątkę. Zabrakło czasu, aby doprowadzić do remisu 3:3.
Red.: Pierwsza połowa była koszarem debiutanta?
J.Sz,: Trudno sobie wyobrazić jeszcze gorszy scenariusz: trzy stracone gole raczej po własnych błędach niż po pięknych akcjach i strzałach rywali, plus niewykorzystany rzut karny i czerwona kartka. Ale słowa uznania dla chłopaków za drugą połowę. Mimo splotu fatalnych wydarzeń sprzed przerwy byli w stanie dominować i strzelić dwa gole. Szala przechylała się na naszą stronę. Szkoda, że mecz nie potrwał choćby pięć minut dłużej.
Red.: W tym tygodniu utrapieniem są upały, ale w sobotę ma być lepsza temperatura.
J.Sz.: Warunki pogodowe będą takie same dla obu drużyn. Gramy o g. 13:00, więc gdyby utrzymały się obecne upały to byłoby bardzo ciężko. Przekonujemy się o tym podczas treningów, chociaż teraz zajęcia zostały przesunięte na godziny poranne.