
– W pojedynkę nic nie zrobimy. Całą drużyną i przy wsparciu kibiców pracujemy na sukces – mówi Eryk Więdłocha, który zapewnił Mazovii Mińsk Mazowiecki 3 punkty w meczu z KS Łomianki (1:0).
—-
Redakcja: W świetnej atmosferze rozgrywany był sobotni mecz, mnóstwo kibiców, piękna oprawa w ich wykonaniu. Nieprzypadkowo mówi się, że fani są dwunastym zawodnikiem. Jak odbierasz ich wsparcie z trybun?
Eryk Więdłocha: Na pewno wsparcie z trybun daje bardzo dużo, szczególnie w ciężkich momentach na boisku dalej pcha nas do przodu. Przy takiej oprawie meczu gra się zdecydowanie przyjemniej.
Red.: Mazovia znów pokazała charakter i walkę do ostatniej minuty. Jako kapitan wziąłeś odpowiedzialność za zespół i wynik?
E.W.: Oczywiście, że chciałem wziąć odpowiedzialność za zespół, jednak sam nic bym nie zrobił. Całą drużyną ciężką pracą zapracowaliśmy na tę bramkę z Łomiankami. Konkretnie w akcji bramkowej chłopaki świetnie odebrali piłkę, a Adrian Gilant dograł mi idealnie.
Red.: Z opaską na ramieniu gra się łatwiej czy trudniej?
E.W.: Jest to powód do dumy dla mnie, więc myślę, że to jeszcze bardziej motywuje. Mam nadzieję, że dobrze się sprawuję w roli zastępcy Tomka Lewandowskiego.
Red.: Spodziewaliśmy się wysoko zawieszonej poprzeczki ze strony Łomianek. Co zadecydowało o sukcesie Mazovii?
E.W.: Myślę, że ostatnie tygodnie, coraz lepsza gra i kolejne zwycięstwa cały czas budują nasz zespół. Mimo ciężkich warunków i dobrze grającego rywala ciągle chcemy iść do przodu, żeby w końcu dopiąć swego i strzelić bramkę.
Red.: Poprzednio decydującą bramkę – na 1:0 – strzeliłeś z Błonianką, ale w innych okolicznościach i czasie. Jak możesz porównać mecze?
E.W.: W spotkaniu z Błonianką wydaje mi się, że było więcej samego grania w piłkę. W sobotnim z kolei jednak już sporo przerywania gry oraz fauli. Oba mecze bardzo ciężkie dla nas, jednak najważniejsze, że zwycięskie.
Red.: Mazovia imponuje konsekwencją, determinacją i jakością piłkarską. Wiele drużyn podobne mecze zakończyłoby 0:0, nasz zespół potrafi przechylić szalę. To wyróżnia dzisiejszą Mazę?
E.W.: Tak jak wcześniej wspomniałem, czujemy się już silnym zespołem, który jednak dalej cały czas buduje swoją pewność siebie. Myślę, że wskazane cechy nas wyróżniają i to różni nas od Mazy z początku sezonu.
Red.: Sezon w pełni, atmosfera w szatni, na boisku i trybunach coraz lepsza, ale chyba nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca?
E.W.: Oczywiście. Tak naprawdę ostatnimi wynikami dopiero daliśmy sobie szansę, aby móc patrzeć gdzieś wyżej. Po fatalnym początku dalej musimy koncentrować się z meczu na mecz i je wygrywać, aby móc liczyć na cokolwiek w końcowym układzie tabeli.
Red.: W tej rundzie strzelałeś też gole np. na 3:0, czyli ustalające rezultat z Marcovią i Ożarowianką. Bramka to bramka, czy jednak większa satysfakcja po golach na 1:0?
E.W.: Jasne że tak. Zwycięskie bramki dają największą satysfakcję, szczególnie strzelane w końcowych momentach meczu. Jednak nie obrażę się, jeśli będziemy ustalać wynik wcześniej.
Red.: Seria zwycięstw wynosi 9 – 6 w lidze i 3 w pucharze. Wziąłbyś w ciemno remis w najbliższą sobotę z Weszło?
E.W.: Na każdy mecz wychodzimy żeby go wygrać i nie inaczej będzie w sobotę. Na pewno gramy z wymagającym rywalem, jednym z lepszych w lidze, jednak jeśli chcemy się liczyć w walce o górne lokaty musimy być w stanie pokonać każdego. Nie możemy liczyć tylko na remis.
Red.: Jak wyglądają na dziś liczby Eryka Więdłochy w sezonie 2025/26, mam na myśli 4 ligę i okręgowy puchar, bramki i asysty? Jesteś zadowolony ze swojej gry?
E.W.: Na ten moment w lidze 5 bramek oraz parę asyst. W meczach pucharowych niestety nic nie dołożyłem. Jeżeli chodzi o liczby to mogłoby być tego więcej, jednak czuję się w dobrej formie i mam nadzieję, że jeszcze przed przerwą zimową coś dołożę.
Red.: Co jeszcze musi udoskonalić Mazovia, aby z dużą satysfakcją dotrzeć do półmetka rozgrywek?
E.W.: Nie możemy zmieniać swojego podejścia i w każdym momencie dążyć konsekwentnie do zwycięstwa, grając w swoim stylu, naciskając cały mecz rywala. Jeśli będziemy kontynuować naszą pracę satysfakcja po ostatnim meczu na pewno się pojawi.