Adrian Szczutowski: gasnące światło uprzykrzało grę Mazovii i Starowi

Adrian Szczutowski: gasnące światło uprzykrzało grę Mazovii i Starowi

Mierzący 196 cm Adrian Szczutowski w debiucie strzelił bramkę dla Mazovii Mińsk Mazowiecki, ale nie głową, tylko nogą po minięciu bramkarza. W wywiadzie opowiada o wrażeniach z gry przeciwko 3-ligowcowi ze Starachowic, a także męczącej sytuacji polegającej na… gasnącym świetle pod balonem w Kobyłce.

—-

Redakcja: Debiut w Mazovii i zwycięski gol ze Starem Starachowice (2:1). Na ile jesteś zadowolony ze swojej gry?

Adrian Szczutowski: Każda bramka raduje napastnika, bez względu na to czy zdobyta w sparingu, czy w lidze. Cieszę się, że zacząłem występy w Mazovii od gola, ale z gry nie jestem do końca zadowolony. Choć z drugiej strony wiem, że będzie tylko lepiej. W ostatnich dniach borykałem się z drobnymi problemami zdrowotnymi, trenowałem jedynie na siłowni, dlatego brakowało mi czucia piłki. To odczuwałem na boisku pod balonem w Kobyłce, chociaż do warunków, jakie tam mieliśmy, nie można mieć zastrzeżeń.

Red.: Pauzowałeś za to tydzień wcześniej z Bronią (1:1) w Radomiu.

A.Sz.: Kluby w całej Polsce borykają się z tym samym zimowym problemem – boiska ze sztuczną nawierzchnią są bardzo twarde, oblodzone i nietrudno o kontuzję, zwłaszcza kostek, Achillesów itd. Nie byłem w pełni sił, dlatego – po rozmowie z trenerem – zdecydowaliśmy, że zostanę w domu, zamiast jechać do Radomia, zagrać jedną połowę i tym samym ryzykować. Zresztą jak później opowiadali koledzy z zespołu, nie dało się normalnie rywalizować i sparing skrócono.

Red.: Bramka z 3-ligowcem ze Starachowic padła po szybkim wyjściu, ograłeś obrońcę i we dwóch z Michałem Podporą pobiegliście w kierunku bramkarza. Miałeś wybór – albo sam kończyć akcję albo podawać koledze. Wybrałeś trudniejszy wariant?

A.Sz.: Moim zadaniem jest trafiać do siatki, co oczywiście nie oznacza, że następnym razem nie podam do Michała lub innego partnera z przodu. Tym razem uznałem, widząc ustawienie bramkarza, że lepiej będzie kiedy uderzę lub spróbuję go minąć. Miałem obawy, czy ktoś nie przetnie zagra do „Podpórki” – albo golkiper, albo wracający obrońca. Dodam, że często kiwam w takich sytuacjach, a że nie mam problemów ze strzelaniem prawą i lewą nogą, to zdecydowałem się zejść do lewej. Faktycznie, kąt był dość duży, lecz z drugiej strony wystarczająco miałem miejsca, by zmieścić piłkę w bramce.

Red.: To była Twoja jedyna okazja na strzelenie gola?

A.Sz.: Zagrałem w drugiej części i więcej sytuacji nie miałem. Założenie taktyczne było takie, że gramy na dwóch napastników, a ci bardziej doświadczeni starają się schodzić niżej i uczestniczyć w rozgrywaniu: do przerwy Maciek Jankowski i ja po zmianie stron. Zadaniem drugiego z atakujących, w tym przypadku Adriana Wielgolaskiego i Michała Podpory, było „rozrywanie” obrony i szukanie miejsca do wyjścia na wole pole.

Red.: Jak wygląda rywalizacja o miejsce w ataku? Testowany jest system z dwoma napastnikami, czego wcześniej nie było.

A.Sz.: Będąc w różnych klubach ustawiany byłem w ataku w rozmaitych konfiguracjach – z jednym i dwoma „dziewiątkami”, ale też fałszywym prawym i lewym napastnikiem, co sprawiało, że graliśmy trójką. Generalnie nie ma to większego znaczenia. W moim przypadku najlepiej wychodziła gra jako ten jedyny środkowy napastnik z podwieszoną dziesiątką. Zobaczymy jak sytuacja rozwinie się w Mazovii, czy będziemy grali większą liczbą pomocników w środku, np. z dwoma „szóstkami”. Jeszcze sporo sparingów przed nami i możliwości testowania.

Red.: Co było dobrego w grze Mazovii w piątkowym meczu?

A.Sz.: Oceniając drugą połowę, w której uczestniczyłem, dobrze wyglądała gra w defensywie, wyprzedzanie, przesuwanie itp. Przeciwnik miał mało miejsca i rzadko tworzył groźniejsze okazje podbramkowe. Dobrze wychodziliśmy do kontrataków i przedostawaliśmy się na pole karne Staru. Oddaliśmy więcej strzałów.

Red.: Na ile kłopotliwe było gasnące światło albo długimi momentami wręcz wyłączone?

A.Sz.: Dopytywałem sędziego co może z tym zrobić, bo ewidentnie zamieszanie ze światłem było problematyczne. Przez około 15-20 minut graliśmy normalnie, a potem całkowicie zgasło. Dodając do tego zalegający śnieg w wielu miejscach na balonie mieliśmy dość nieciekawy obraz, gry w takim lekkim półmroku. Później trochę świateł zostało włączonych, część nie. Dopiero na koniec komplet lamp rozbłysnął. Nie było to przyjemne, na szczęście daliśmy radę. Chodziło też o to, aby mając gorszą widoczność nie dopuścić do jakiejś niebezpiecznej sytuacji. Bo przecież po naszym rzucie rożnym piłka już była w „16” i wtedy pierwszy raz zgasło światło. Tomek Lewandowski doszedł do piłki, ale gola z tego nie było dla nas.

Star23
Obserwuj nas i polub:
icon Subscribe pl PL
Pin Share

Sponsorzy

Mińsk MazowieckiPowiat MińskiAKPOLMOSiRAkademia piłkarskaPEC Mińsk MazowieckiZINACartPolandSport SiedlceMMZVincec Foto Sport