Józef Burta: derby z Victorią to szczególny mecz

Józef Burta: derby z Victorią to szczególny mecz

Dwóch piłkarzy Mazovii Mińsk Mazowiecki występowało w Victorii Sulejówek – Julian Świątek przez kilka lat oraz Józef Burta w sezonie 2017/18. Z naszym bramkarzem rozmawiamy przed sobotnimi, wyjazdowymi derbami. – Zapowiada się bardzo ciekawy mecz, duża stawka, kibice na bardzo wysokim poziomie plus piłkarska pora, czyli 18:00 i granie przy światłach – mówi Józef Burta.

—-

Redakcja: Jak wspominasz sezon 2017/18 spędzony w Sulejówku?

Józef Burta: Trochę czasu już od tego momentu minęło… To były moje początki w seniorach, osiemnaste urodziny obchodziłem będąc w Victorii. Dobrze wspominam okres w Sulejówku, grałem zarówno w 3 lidze, jak i rezerwach w okręgówce.

Red.: To był pierwszy sezon Victorii na 3-ligowych boiskach.

J.B.: Pamiętam, że dołączyłem do zespołu już po pierwszych kolejkach, ostatniego dnia okienka transferowego. Radziliśmy sobie całkiem nieźle, przez większą część sezonu byliśmy w górnej części tabeli, ostatecznie zajmując miejsce w środku stawki. Jak na beniaminka to solidny wynik.

Red.: Dlaczego doszło do Twojego wypożyczenia z Legii Warszawa?

J.B.: Byłem zawodnikiem Legii II, ale sytuacja z bramkarzami wyglądała w ten sposób, że często trenowałem w pierwszym zespole, tj. z Arkadiuszem Malarzem, Radosławem Cierzniakiem i Radosławem Majeckim, czy jeszcze wcześniej z Dusanem Kuciakiem. W pierwszym zespole Legii był wtedy m.in. Michał Kopczyński, zresztą z „Kopą” trochę powspominaliśmy stare czasy. Mówi, że pamięta mnie, mimo wtedy sporej różnicy wieku między nami. Decyzja o pójściu na wypożyczeniu była wspólna: moja i trenerów. Rano trenowałem na Łazienkowskiej, potem miałem szkołę i wieczorem jeździłem na treningi do Sulejówka. Tydzień kończyłem meczem. To był bardzo intensywny, rozwojowy czas w moim życiu. Dzień zaczynałem o 7 lub 8 śniadaniem na Legii, a kończyłem o 22 kolacją w pociągu z Sulejówka do Warszawy.

Red.: Grałeś razem z Mateuszem Łysikiem, późniejszym bramkarzem Mazovii?

J.B.: Debiutowałem tuż przed osiągnięciem pełnoletności, wchodząc w końcówce wygranego 6:0 meczu z Turem Bielsk Podlaski. Jesienią zagrałem jeszcze po 90 minut w Ostródzie i Sieradzu. Zimą Mateusz Łysik odszedł do Mazovii, a ja byłem szykowany do gry jako podstawowy bramkarz. Niestety w okresie przygotowawczym, tuż przed rundą rewanżową, jeden z zawodników wpadł na mnie i doznałem kontuzji kostki. Pamiętam ten moment doskonale, pierwszą kolejkę graliśmy z Widzewem Łódź na wyjeździe, komplet kibiców na nowym stadionie, czekałem na ten mecz. W tej sytuacji ściągnięto z Legionovii Dominika Puska, który później był związany z Mazovią. A ja do bramki wróciłem dopiero na początku maja.

Red.: Wychowankiem Victorii jest Julian Świątek.

J.B.: W omawianym sezonie Julek był już zawodnikiem klubu z Sulejówka. Graliśmy, trenowaliśmy razem w tamtym sezonie. Już po moim odejściu stał się pierwszoplanową postacią tej drużyny czy wręcz jej liderem.

Red.: Mimo upływu lat, w Sulejówku pozostało kilku kolegów, których spotkasz w sobotę.

J.B.: Nadal tam grają Janek Dźwigała, Bartek Szulim i Stanisław Ławcewicz-Musialik, chociaż ten ostatni jest kontuzjowany. Do niedawna był jeszcze Sebastian Pindor, który odszedł do Łomży. Dobrze wspominam mecze na stadionie w Sulejówku. Zapowiada się bardzo ciekawe widowisko i z dużą liczbą kibiców.

Red.: Nie ma co ukrywać, że dla Mazovii to spotkanie z gatunku „szalenie ważnych”.

J.B.: Zdajemy sobie sprawę z tego, z kim i o co walczymy. Mimo że do końca ligi pozostało wiele kolejek, to wiadomo, jaka jest sytuacja w tabeli. Musimy wyjść i pokazać swoje sportowe umiejętności i przede wszystkim charakter.

Red.: Z Mszczonowianką zabrakło czasu, by zdobyć choć punkt?

J.B.: Czasami tak bywa, że niewiele zespołowi wychodzi… Dyspozycja dnia była taka, że nic nie szło. Bardzo źle wyglądała nasza pierwsza połowa, w drugiej zabrakło już czasu na odwrócenie wyniku.

Red.: Co ciekawe, to bramkarz Józef Burta mógł wyrównać na 2:2!

J.B.: Zdarzało mi się w poprzedniej rundzie wbiegać na rzuty rożne, na przykład w Przasnyszu. Ale wtedy sfaulowałem bramkarza gospodarzy i dostałem żółtą kartkę. Tym razem biegłem od swojego pola karnego i praktycznie nie zatrzymując się dostałem piłkę na nogę. Na chłodno myśląc o tej sytuacji żałowałem, że nie znalazłem się w centrum bramki, bo może trafiłbym do siatki, a nie posłał piłkę nad poprzeczką. Ale to tylko gdybanie, a tego nie lubię.

Star1
Obserwuj nas i polub:
icon Subscribe pl PL
Pin Share

Sponsorzy

Mińsk MazowieckiPowiat MińskiAKPOLMOSiRAkademia piłkarskaPEC Mińsk MazowieckiZINACartPolandSport SiedlceMMZVincec Foto Sport